Feudalizm vs. mentoring

Funkcjonowanie uczelni i opartego na nich systemu szkolnictwa wyższego ma bezpośredni wpływ na kierunki rozwoju relacji społecznych i gospodarki opartej na wiedzy. Warto zatem zastanowić się nad rolą jaką powinno pełnić szkolnictwo wyższe i uczelnie w zarządzaniu wiedzą. Nikt nie zaprzeczy chyba twierdzeniu, że kluczowym zadaniem i narzędziem do efektywnego kształcenia jest odkrywanie i rozwijanie potencjału studenta, w tym jego szerokich kompetencji. I tu pojawia się ważne pytanie: czy polskie uczelnie spełniają to zadanie?

Czy uniwersyteckie kadry, przyzwyczajone do relacji feudalnych, są w stanie myśleć o studencie nie jako o złu koniecznym, ale jako o zadaniu i wyzwaniu przed nimi postawionym. Zadaniu ważnym nie tylko z perspektywy danej placówki czy nawet dyscypliny naukowej, ale całego społeczeństwa, oczekującego nastawionych pozytywnie do rozwoju, kompetentnych i otwartych elit.

Inicjatywa Wolna Nauka zwraca w tym kontekście szczególną uwagę na relacje panujące w poszczególnych ośrodkach naukowych i pomiędzy nimi. Wzajemne animozje, walki o władzę i wpływy, mobbing czy zwyczajny brak szacunku dla pracy kolegów i koleżanek, ignorowanie głosu młodych badaczy bo „przecież nie są jeszcze samodzielnymi pracownikami”, to zjawiska, z którymi spotkał się każdy pracownik polskiej nauki. Jeśli dołożymy do tego mizoginię czy dość powszechne wykorzystywanie pozycji i możliwości dawanych choćby przez system ocen i recenzji do walki z nielubianymi czy zagrażającymi pozycji niektórych badaczy innymi naukowcami, uzyskujemy niezbyt pozytywny obraz psychopatologii polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. I jak tu być wzorem dla studentów, przyszłych naukowców, nauczycieli czy liderów…?

A przecież wszyscy powinniśmy opierać nasze relacje ze studentami na założeniach tzw. mentoringu. W tym systemie, który powinien mieć formę zinstytucjonalizowaną i opierać się na relacjach mistrz – uczeń, student czy młody naukowiec powinien móc liczyć nie tylko na wsparcie we właściwym budowaniu i przekazywaniu wiedzy, ale także na właściwe motywowanie, wsparcie w działalności administracyjnej i zrozumienie dla problemów przed jakimi stają młodzi badacze (np. finansowych). Czasem ważna jest tylko energia i przysłowiowe „dobre słowo”, które potrafi zachęcić człowieka do działania i pomaga mu przezwyciężać trudności. Wszak do głównych zasobów w mentoringu zalicza się wiedzę oraz doświadczenie mentora, które nabył on w trakcie wieloletniej pracy, w tym niejednokrotnie mierząc się z zadaniami trudnymi, dzięki czemu wzrastał poziom jego kompetencji. To zaś sprawia, że potrafi on pokazać uczniowi jak najszersze spektrum możliwości rozwiązań różnych zadań, które w przyszłości trzeba będzie wykonać. W tym aspekcie należy także wspomnieć o zasobach psychologicznych, do których można zaliczyć wiedzę, którą stawia się zawsze w centrum procesu mentoringu. Bardzo ważny jest tu stosunek mentora do ucznia, otwartość i umiejętność przedstawiania trudnej tematyki oraz umiejętność słuchania i poszukiwania rozwiązań. I tu wracamy niestety do relacji i zwyczajów panujących na polskich uczelniach. Wspomnianych powyżej patologii nie da się pogodzić z założeniami mentoringu. Musimy walczyć o zmianę nastawienia uniwersyteckich kadr. Potrzebujemy uczelni otwartych, inkluzyjnych, działających w oparciu o wzajemny szacunek i autonomię pracowników. Musimy walczyć o wzajemny szacunek pracowników naukowych i administracyjnych polskich uczelni. Serwilizm i koniunkturalizm musi zostać zastąpiony współpracą i nieprzymykaniem oczu na patologie. Bez tego nie wykształcimy przyszłych pokoleń badaczy i społecznych liderów. (PK)

„Mentoring jest relacją nakierowaną na rozwój, opiekę, dzielenie się i pomoc, w której jedna osoba inwestuje swój czas, know-how i energię, żeby pobudzić i przyspieszyć rozwój innej osoby, rozwinąć jej wiedzę oraz zdolności” [Gordon Shea]