Punktoza +

Szumne zapowiedzi z początku ministerialnej przygody z nauką Jarosława Gowina głosiły, że nareszcie „skończymy z punktozą” zapoczątkowaną przez rząd PO-PSL i Barbarę Kudrycką. Szybko okazało się, że zjawisko zwane punktozą nie tylko się nie skończyło, ale wręcz zostało twórczo rozwinięte…

Typowe dla umierającego neoliberalnego świata przekonanie, że uczelnie powinny być fabrykami innowacji i kadr dla biznesu, zaowocowało powtarzanymi do znudzenia frazesami o umiędzynarodowieniu (wszystkiego z wyjątkiem zarobków badaczy i środków na badania) czy wdrożeniowej innowacyjności. Podkreślmy w tym miejscu z całą mocą, że nikt nie neguje rozwojowej roli nauki czy konieczności międzynarodowej współpracy badaczy. To sprawy dla wszystkich naukowców oczywiste. Nie można jednak wybierać jednego elementu niezbędnego do właściwego funkcjonowania nauki i uczelni, a następnie czynić z niego niemal jedynego kryterium oceny pracy jednych i drugich. Misjami uczelni są przecież także bardzo ważna dydaktyka i popularyzacja nauki, a także działalność kulturotwórcza, a każda dyscyplina posiada swoją specyfikę, narzędzia i miejsca dzielenia się wynikami pracy. Tymczasem w korporacyjnym świecie budowanym przez Jarosława Gowina i jego następców podstawowym zadaniem naukowca jest zdobywanie punktów według zaplanowanego przez urzędników schematu. Uczelnie powoli stają się korporacjami walczącymi o miejsca w niejasnych rankingach. I znów należy podkreślić, że potrzeba stworzenia narzędzi do ewaluacji pracy badaczy i ich macierzystych instytucji jest oczywista i zrozumiała. Finansowanie badań naukowych i funkcjonowania uczelni czy instytutów badawczych ze środków publicznych nakłada na nas obowiązek wskazywania wartości prowadzonych przez nas prac i transparentności wydawania konsumowanych pieniędzy. Tu jednak znów zderzamy się z urzędniczym, technokratycznym murem fetyszyzowanych parametrów bibliometrycznych oraz całym szeregiem absurdalnych i niezrozumiałych wykazów czasopism, premiujących np. nieznane czasopisma religijne, a niedostrzegającym wielu ważnych czasopism humanistycznych. W tak budowanym systemie wiele uczelni czy instytutów działa od kilku lat nie zwracając uwagi na nic innego poza wymaganymi (właściwie nie wiemy w jakiej ilości, bo kryteria ewaluacyjne są nadal niejasne) punktami. W wielu placówkach władze nakładają na pracowników sztucznie tworzone minimalne limity punktów do zdobycia, niemal nakazując porzucanie wszelkiej, nie przynoszącej punktowej korzyści działalności. To prosta droga do katastrofy wielu akademickich aktywności i niszczenie roli uczelni jako ośrodków formowania intelektualnych elit, budowania świadomości własnego społeczeństwa, upowszechniania wiedzy wypływającej z badań naukowych i wspierania systemu edukacji szkolnej. To także w konsekwencji droga do coraz większych podziałów społecznych, konfliktów, powstawania populistycznych czy fanatycznych ruchów i grup, zakorzeniania się w głowach ludzi pseudonauki i teorii spiskowych. Czy na pewno taki świat i taką Polskę chcemy budować?

Z DEKLARACJI WOLNEJ NAUKI:

  • Nie zgadzamy się na system, w którym granty są wyznacznikiem jakości nauki zaś dla urzędników liczy się przede wszystkim ilość grantów, a nie badania, prowadzone przez naukowców/naukowczynie i ich efekty.
  • Nie zgadzamy się na system, w którym zasady zmieniają się niemal każdego dnia także w trakcie trwania konkursów, rekrutacji i ewaluowanych okresów. W ten sposób nie można niczego dobrze zaplanować i zrealizować, ani dostosowywać się do urzędniczych pomysłów.
  • Nie zgadzamy się na nieracjonalne listy czasopism i wydawnictw, które świadczą nie o jakości nauki, ale przede wszystkim o wpływach prywatnych wydawnictw i korporacji.

 

Koniec z punktozą. Nowy wykaz czasopism już jest!

Czy “punktoza” wpływa na nieetyczne zachowania naukowców? Sprawdzili to psychologowie z UŚ

Publish or be ethical? Publishing pressure and scientific misconduct in research

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *