Smutne pożegnanie MNiSW…

22 grudnia pożegnaliśmy Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów przestało istnieć. Podobny los spotkał Ministerstwo Edukacji Narodowej. Zamiast nich pojawiło się Ministerstwo Edukacji i Nauki.

Smutne to wydarzenie ponieważ oddaje poniekąd lekceważący stosunek obecnej władzy do dwóch, niezmiernie ważnych, dziedzin naszego funkcjonowania, mających bezpośrednie przełożenie na naszą wspólną przyszłość. Nikt przecież nie zaprzeczy twierdzeniu, że edukacja na poziomie szkolnym i kształcenie na poziomie uczelnianym są ze sobą związane. Nie jest to jednak ten rodzaj związku, który powinien skutkować w naszym przekonaniu połączeniem obu ministerstw. Zarządzanie szkołą podstawową czy średnią nie jest tożsame z zarządzaniem uczelniami czy badaniami naukowymi. Wrzucenie kwestii edukacji przed-uniwersyteckiej do jednego worka z pracą nauczycieli akademickich i naukowców będzie prowadzić do degradacji obu tych – bardzo przecież ważnych dla rozwoju naszego kraju – grup zawodowych. Ministerialny moloch pochłonie specyfikę niektórych spraw i nie będzie dawał możliwości na precyzyjne i celowane działania, które czasem są niezbędne. Staniemy się wszyscy trybikami ideologicznej maszyny do kształtowania „nowego, prawdziwego Polaka”, a znana z czasów PRL urawniłowka będzie podcinała skrzydła indywidualnym projektom i pomysłom. W statystykach generowanych przez nowy organ będzie tak jak w tych, które opisują sytuację naszej ochrony zdrowia – wszystkiego jest w bród i jesteśmy najlepsi. Smutna rzeczywistość nieustannych braków i zmian zostanie utrwalona i pozostanie z nami na długo. Paradoksalnie nie będzie to także sprzyjało współpracy kadr szkolnych z pracownikami uczelni. Taka współpraca byłaby ze wszech miar potrzebna np. w kwestii podstawy programowej, podręczników, lektur czy przekazywania stanu wiedzy w poszczególnych dziedzinach, tak by w szkołach nauczano zgodnie z aktualnym stanem nauki (a niestety nie zawsze tak jest).

Powstanie wspomnianego ministerialnego kombajnu jest także w naszym przekonaniu elementem walki z krnąbrnymi pracownikami uczelni, którzy dość często krytykują działania obecnej władzy. To kara za niepopieranie pseudo-reform, wypominanie władzy łamania prawa czy działań szkodliwych dla kraju. Mamy znać swoje miejsce w szeregu i nie podnosić głowy zbyt wysoko. Mamy nie próbować pełnić roli elity intelektualnej pokazującej społeczeństwu absurdy, błędy czy manipulacje i kłamstwa rządzących. I wszystko to dzieje się w czasie, w którym rola i waga nauki zostały nam tak boleśnie ukazane. Mogłoby się komuś naiwnie wydawać, że będzie to prowadziło do podkreślenia jej znaczenia i wzmocnienia mechanizmów zarządzania nauką, czy jej finansowania…

Cieszcie się studenci i naukowcy! Zawsze przecież można nas połączyć z Ministerstwem Obrony Narodowej i wysyłać nieposłusznych na reedukacyjne wczasy w kamaszach…

Nie oddawaj nauki w ręce ludzi, którzy jej nie rozumieją i nie szanują! Wspieraj WOLNĄ NAUKĘ!