INICJATYWA OBYWATELSKA
Komentarz Wolnej Nauki

Zarzynanie interdyscyplinarności…

Gdyby Louis-Lucien starał się o grant na swoje badania językoznawcze w Polsce XXI w., mógłby mieć spory problem z uzyskaniem finansowania, ponieważ groziłoby mu zostanie uznanym za niepoważnego…

To jest Louis-Lucien Bonaparte (1803-1891) – bratanek Napoleona. Louis-Lucien zasłużył się w drugiej połowie XIX w. na polu językoznawstwa, jego prace, zwłaszcza o dialektach baskijskich i językach celtyckich (z terenów Wielkiej Brytanii, ale i Francji, np. bretońskiego), mają do dziś wartość naukową, choćby dlatego, że w przypadku baskijskim za pomocą poprawnej metody naukowej zapisują ówczesny stan i mapę tych dialektów.

Gdyby Louis-Lucien starał się o grant na swoje badania językoznawcze w Polsce XXI w., mógłby mieć spory problem z uzyskaniem finansowania, ponieważ groziłoby mu zostanie uznanym za niepoważnego. Louis-Lucien, czy też Luis-Luziano, jak nazywali go Baskowie, studiował bowiem chemię i biologię, ba, z tych dziedzin opublikował znaczące w swoim czasie prace naukowe (np. o związku chemicznym, który wg tego co znalazłam, ma wzór C10H18O4Zn – jest to walerianin cynkowy, jak mi podpowiedziano oryg. valerianato di zinco – a także o jadzie żmii). Językiem zainteresował się ewidentnie dość wcześnie, bo już w 1839 roku opublikował pracę będącą propozycją systemu terminologii chemicznej, która w klarowny sposób wskazywałaby na skład chemiczny związku czyli rozwinął to, co wcześniej proponowali Lavoisier i Berzelius; w sumie ostatecznie coś takiego się przyjęło ogólnie dla całej chemii pod koniec XIX w., ale nie wiem, czy wkład LL jest na tym akurat polu uznawany. W 1848 roku, kiedy członkowie rodziny Bonaparte mogli z powrotem oficjalnie mieszkać i działać we Francji, otrzymał Legię Honorową za dokonania właśnie na polu chemii.

Niewiele wcześniej, choć jeszcze we Florencji, gdzie Louis-Lucien mieszkał po studiach do późnych lat czterdziestych, przypadkiem wpadł w jego ręce wczesny i bardzo nienaukowy słownik języka baskijskiego. To zadecydowało o reszcie życia naszego bohatera, który z chemika i mineraloga stał się w wieku plus minus czterdziestu pięciu lat uznanym lingwistą, na dodatek specjalizującym się w zagadnieniach trudnych, które od człowieka zamożnego i mogącego już w zasadzie odcinać kupony od dotychczasowych osiągnięć, wymagały ogromnego nakładu pracy, od nauki tych języków poczynając. Co zabawne, jego nietypowa w drugiej połowie XIX wieku obsesja, żeby zachowane w izolowanych wioskach archaiczne formy dialektów baskijskich chronić przed wpływami z zewnątrz i zapisywać w tej istniejącej jeszcze formie, spodobałaby się zapewne współczesnym etnologom, aczkolwiek, jak wspomniałam, dorobek z zakresu niewłaściwej dyscypliny naukowej mógłby i tak być kluczowy dla decyzji o (nie)przyznaniu grantu.

Nie będę ukrywać: napisałam o tym w kontekście tego, co się obecnie dzieje w Polsce z nauką. Korporacyjnego modelu, zarzynania interdyscyplinarności, nieufności wobec osób, które nie idą prosto raz wyznaczoną przez pierwszy dyplom akademicką ścieżką, nieinwestowaniu w osoby niespełniające kryteriów liczonej metrykalnie lub od (pierwszego) dyplomu “młodości”. Napisałam to, co więcej, z własnego gorzkiego doświadczenia…

dr Agnieszka Fulińska